Szkolni nauczyciele
Mówi się, że to powołanie, że nauczycielami zostają najlepsi studenci, którzy chcą się podzielić swoją wiedzą z innymi. Słowa o powołaniu są piękne i górnolotne, ale często się nie sprawdzają. Zazwyczaj jest tak, że nauczycielami zostają najgorsi studenci. Mogą mieć tylko5 i 4 w indeksie, ale to wcale nie świadczy o ich mądrości czy inteligencji. Zazwyczaj są to osoby samotne i nieszczęśliwe, które całe swoje studenckie życie przeznaczyły na ostre zakuwanie. Przez to nie mogą być dobrymi nauczycielami, a już na pewno nie mają żadnego powołania. Tacy nauczyciele nie sprawdzają się w pracy dydaktycznej. Są niezadowoleni, że za te całe lata nauki i poświęcenia otrzymują tak mało. Fakt, że wynagrodzenie nauczyciela jest niewielkie, ale jeśli ktoś ma do tego bardzo silne powołanie, to jest w stanie się za te pieniądze utrzymać, poza tym może się zająć jeszcze innymi rzeczami, by trochę sobie dorobić. Niestety nawet największe powołanie może nie wytrzymać próby finansowej, ale pamiętajmy, że najważniejsze są dzieci, więc gdy wchodzimy do klasy, zostawmy za drzwiami nasze frustracje i troski i po prostu nauczajmy.
Rodzice zawsze uważają, że wiedzą lepiej niż nauczyciel, nawet jeśli nie mają racji to i tak się przy swoim upierają. Zazwyczaj prawda leży gdzieś tam po środku i czasami trudno dociec kto tak naprawdę ma rację. Niestety, często jest tak, że rodzice bezwzględnie bronią swojego dziecka i za wszelką cenę chcą udowodnić, że to nauczyciel się myli. Nie docierają do nich logiczne argumenty, jakby byli głusi i odporni na słowa płynące z ust nauczyciela. Trzeba przyznać, że często to rodzice się mylą, gdyż są wobec swojego dziecka bezkrytyczni, a dzieci często to wykorzystują. Pamiętajmy, że maluchy są sprytne i też mogą kłamać, dlatego każdą sprawę warto obejrzeć z dwóch stron, na pewno opłaca się wysłuchać nauczyciela. Nikt nie mówi, że ci ostatni są nieomylni, ale spędzają z naszym dzieckiem sporo czasu i już trochę o nim wiedzą, więc nie zamykajmy się na ich opinie.
Fajnie, gdy zaczynają się wakacje, cieszą się dzieci i dorośli. Uczniowie wreszcie mogą wyrzucić zeszyty, ołówki i inne rzeczy, które ze szkołą się kojarzą. Mogą wreszcie biegać do woli po podwórku i rozwijać swoje życie towarzyskie. Problem zaczyna się, gdy wakacje dobiegają końca. Trzeba kupić nowe wyposażenie do szkoły, podręczniki itd. Póki są nowe i nieużywane to nawet ładnie wyglądają, ale potem, gdy trzeba zacząć się uczyć, okazują się zupełnie nieatrakcyjnie. Dzieci nie lubią powrotu do szkoły, bo to oznacza wczesne wstawanie i nudę, a co gorsza - sprawdziany i klasówki. Dlaczego nie lubimy szkoły? Bo panuje przymus uczenia się. Musimy się uczyć wszystkiego, choć nas to zupełnie nie interesuje, do tego metody dydaktyczne są słabe i nauczyciele nie potrafią przekazać wiedzy. Niestety lekcje w polskich szkołach są nudne i schematyczne. Nie można się rozwinąć, szkoła może jedynie ograniczać i blokować. Dlatego dzieci, które są żywiołowe źle się w niej czują.