Wybierz najlepsze studia
Ile jest uczelni, tyle jest możliwości studiowania. Niemal każdy uniwersytet na w zanadrzu jakiś oryginalny i niepowtarzalny kierunek. Czy jest to Akademia Morska, szkoła techniczna, uczelnia prywatna, czy państwowa: każdy znajdzie coś dla siebie. Wśród wielości kierunków jest kilka wartych uwagi i wspomnienia, niemniej musimy mieć świadomość, że oryginalność nie wynika z chęci rozwoju uczelni, ale z chęci pozyskania jak największej liczby studentów, a co za tym idzie, pieniędzy pochodzących z subwencji oświatowych. Jeśli musimy jednak wybierać, to zdecydowanie najbardziej praktyczne są studia inżynierskie. Wykształconych projektantów i budowniczych długo jeszcze będą poszukiwać, bo Polska to kraj, który będzie się budował i rozwijał. Dużo pracy jest tez dla programistów i innego rodzaju informatyków. Szanuje się księgowych i ekonomistów, w tym ostatnim wypadku najbardziej rozchwytywani są analitycy bankowi, raz maklerzy giełdowi. Pracę znajdziemy też z dyplomem marketingu i zarządzania.
Reklamy zawsze oszukują. Jeśli jesteś świeżo upieczonym absolwentem szkoły średniej, to na pewno spotkałeś się z dziesiątkami potów reklamowych zachęcających do studiowania na danym uniwersytecie. Oczywiście w spocie wszystko wygląda cukierkowato. Wykładowcy dbają o studenta i są na każde jego zawołanie. Nie możesz studiować według ogólnego planu? Żaden problem, uczelnia obiecuje bowiem, że dostaniesz indywidualny tok studiów. Bez większych problemów dostaniesz również pokój w akademiku i stypendium socjalne. Taka oferta kusi niejednego maturzystę. A później... przychodzi czas rozczarowania. Zanim dostaniemy się do jakiegokolwiek wykładowcy, to będziemy musieli przebyć trudną potyczkę z paniami w dziekanacie, które będą nas rugały bez potrzeby, ale za to na każdym kroku. Wykładowcy będą nas olewać podczas konsultacji, będą dla nas opryskliwi i wiecznie pretensjonalni. Warunki egzaminów będą zmieniać na dwa dni przed rozpoczęciem sesji egzaminacyjnej, a nikt nawet nie wysłucha naszych skarg.
Kiedyś na studia przyjmowano tylko tych, którzy mieli coś w głowie. Na filologię polską na przykład przyjmowano tylko takich, którzy znali polska literaturę, którzy potrafili się wysłowić i podczas pisania nie robili błędów ortograficznych. A teraz prace pisze się na komputerach, a co drugi student filologii musi korzystać z pomocy autokorekty w pakiecie Microsoftu żeby nie wyjść na debila. Studentów przyjmuje się wszak na uczelnie jak popadnie i gdzie ci sobie tylko zapragną. Tutaj nie proces kształcenia bierze górę, ale czysta ekonomia. Im więcej studentów, tym bogatsza uczelnia. Za każdym studentem idą dość spore subwencje oświatowe. Niektóre uczelnie dostają nawet kilkaset złotych miesięcznie od każdej :głowy". Nie dziwne więc, że na wielu uniwersytetach powstają dziesiątki kierunków, które niczego nowego nie uczą i nie dają błyskotliwej wiedzy, czy też umiejętności. Tutaj chodzi o to, by zebrać i zaciekawić jak największa liczbę studentów. Bo jeśli ich wszystkich zliczyć, to można nieźle zarobić.
Wszystkie grona nauczycielskie narzekają, że zarobi w edukacji są zbyt niskie. Oczywiście nie można się z tym kłócić, szczególnie jeśli mowa o pedagogach w szkołach podstawowych i średnich. Ci jednak, którzy mają tytuły naukowe i którzy wykładają na uczelniach, to źle nie mają. Najczęściej bowiem tak, że na zajęcia sobie nie przychodzą, a później odbębniają konsultacje i wszystko jest tak, jak im pasuje plany nauczania na studiach zazwyczaj są nieistotne, wykładowcy są coraz bardziej bezczelni i nie szanują studentów. Wielu profesorów ma "lipne" posady, na liście płac są nie dlatego, że wykładają, ale dlatego. Że uczelniom brakuje wykwalifikowanej kadry. Coraz częściej jest tak, że wykładowcy zarabiają nawet więcej, niż na to zasługują. A chodzi o niemałą kasę, bo niektórzy profesorowie zarabiają miesięcznie nawet kilkanaście tysięcy złotych! To płace zdecydowanie zbyt wygórowane jak na poziom nauczaniach obecny na polskich uczelniach.